Felietonik z Kminkiem... i z nutą Imbiru - Ewa Olszańska-Rok - Część 1



Kochani, za każdym razem, gdy siadam nad białą kartką papieru, świat zaczyna się na nowo. Wszystko może się zdarzyć i nic mnie nie ogranicza. No może nic oprócz przyzwoitości, dobrego smaku, etyki i estetyki, i jeszcze pewnie tysiąca fobii, o których nawet nie wiem... I tak jak w życiu, staram się robić i zrobić wszystko, by nie ograniczała mnie... nuda! I by nie dotknęła Was.

Zwłaszcza, że NIEKTÓRZY z moich niezwykłych Czytelników są ze mną od początku. Od pierwszego odcinka "Kminku", czyli już ROK!

Myślę, że czas uprzedzić wypadki i zrobić coś, by i tradycji stało się zadość i jednocześnie dodało nowego smaku nowym odcinkom. Sądzę, iż nie od rzeczy będzie tę piękną jesień i zbliżającą się zimę rozpocząć intensywną (smakową i zapachową) nutą imbiru. Nie dlatego, bym namawiała Was do rezygnacji z cudownych walorów swojskiego kminku (wszak czas gorącej i pachnącej kapusty, zasmażanej z garścią kminku dla smaku i dla zdrowia, dopiero nadchodzi!) lecz powiew tropiku też na pewno się przyda.

Imbir jest byliną uprawianą na obszarach tropikalnych właśnie a jej mięsiste kłącze, zawierające m.in. olejek imbirowy, jest jadalne i wykorzystywane jako przyprawa i jako lek. Zmielony imbir jest świetną przyprawą do zup, pieczonego mięsa wieprzowego, dziczyzny, baraniny ale również dodaje on smaku potrawom z ryżu, jajek, kompotom, słodkim deserom (ciasteczka "Imbirowe niebo"!) i marynatom. Ja polecam herbatę z imbirem, która rozgrzewa i stawia nas na nogi w najbardziej podłą pogodę. No i inspiruje. Jak wszystkie dary natury zresztą...

Dlatego kolejne, jesienno-zimowe odcinki będą bardziej urozmaicone - wszak gama darów natury jest nieograniczona a życie wciąż się prosi o nowy (?!) smak. Otóż, gdy w końcu przyjdzie pora deszczowa i śnieżna, postaram się ją Wam i sobie tak właśnie przyprawić, iż...

ODTĄD NIC JUŻ NIE BĘDZIE OCZYWISTE!

"Odtąd nic już nie będzie oczywiste" - stwierdzili naukowcy z Europejskiego Ośrodka Badań Jądrowych CERN pod Genewą po odkryciu neutrina, cząsteczek pędzących szybciej niż światło. Być może w wyliczeniach kryje się jakiś błąd (choć naukowcy twierdzą, że całe "doświadczenie" powtórzyli piętnaście tysięcy razy!), ale większość entuzjastów odkrycia zaczęła wierzyć, iż podróżowanie w czasie kiedyś będzie możliwe.

Myślę, że fantazje ludzkości kiedyś w końcu się ziszczą ale i tak, przypuszczalnie, nie dorównają emocjom towarzyszącym niegdyś (jeszcze jakieś trzydzieści pięć lat temu) "zwyczajnej" podróży z Zawiercia do Poręby w tak zwanych godzinach szczytu.

Zaczął się nam (pięknie!) wrzesień i kolejny rok szkolny. Młodzież podróżująca do szkół autobusem czerwonym lub samochodem po powrocie do domu czuje się wyczerpana. Bo młodzież nie przywykła do ekstremalnych emocji, do codziennej walki o życie (!), do realizowania czynów absolutnie niemożliwych... na co dzień.

Moi mniej więcej rówieśnicy i ja, jako zupełnie zwyczajni - niezwyczajni dojeżdżaliśmy niegdyś do zawierciańskich szkół średnich. O wyższości "mojej" Szkoły nad innymi napiszę kiedyś "odcinek specjalny", dziś jednak postaram się skoncentrować na na komunikacji.

W tych czasach, o których mówię, w zamierzchłej prehistorii mojej (i moich kolegów) szczenięcej młodości nie było... autobusów czerwonych!

Jak to: nie było?!?!

No po prostu, nie było! Nikt ich wtedy jeszcze nie wymyślił. Przynajmniej w naszym powiecie. Na początku wszystkiego istniał PKS. Intensyfikator wrażeń.

Poranny wyjazd z Poręby do szkoły nie był jeszcze zbyt trudny. Godziny dojazdu uczniów do szkół i pracowników do swoich zakładów pracy raczej nie pokrywały się. Natomiast porę powrotu tę samą mieli wszyscy. I był to czas apokalipsy!

Apogeum akcji "Powrót" przypadało na magiczną godzinę pomiędzy czternastą a piętnastą. No może z pół godziny jeszcze trwała szansa dla ostatnich rozbitków. W tym czasie dworzec autobusowy w Zawierciu wyglądał mniej więcej tak:

na dużym placu z mętnie wyznaczonymi stanowiskami dla zajeżdżających według mało przewidywalnego rozkładu jazdy autobusów po godzinie czternastej zaczynały gromadzić się tłumy ludzi. Byli to przeważnie pragnący wrócić do domu pracownicy fizyczni. Po piętnastej - umysłowi. W tym samym mniej więcej czasie kończyła naukę młodzież. Z każ dą minutą wzmagała się "wzajemna sympatia i wyrozumiałość" kłębiącej się masy ludzkiej pragnącej się wydostać we wszystkich dostępnych kierunkach. Podzamcze, Dobrogoszczyce, Lgota Murowana, Bzów... - wszystkie te nazwy do dziś brzmią w mojej pamięci (podobnie, jak "Londyn", którego "nie ma", bo "jest tylko Lądek-Zdrój!").

Jednak przez wszystkie cztery lata moich dojazdów i odjazdów z Liceum jasnym światełkiem w tunelu dla Porębian były tylko trzy nazwy - symbole ocalenia:

"Gliwice!"
"Bytom!"
"Tarnowskie Góry!"

Chronologii dziś już nie pamiętam ale wszystkie trzy autobusy opatrzone tabliczkami za szybą kierowcy, wielkimi wykrzyknikami (albo i nie!) głosu z megafonu i zaraz potem zbiorowego odgłosu zachwytu, jechały przez Porębę i były jedyną szansą na dostanie się do domu. Były to jednak autobusy "nieco dalekobieżne" a zatem rozpalały nadzieję bardzo wielu potencjalnych pasażerów. Trzy autobusy na jakieś kilka tysięcy ludzi!

Na kilka tysięcy pustych żołądków, spragnionych gardeł, zamarzniętych niemal od mrozu lub omdlałych z upału ludzkich istnień.

Trzy autobusy podstawiane w sposób wymyślny i zagadkowy, wręcz perwersyjny, codziennie na inne stanowiska lub poza nie.

Jedna wielka rosyjska ruletka!

Trzy zagadki życia!

Błyskawiczny test na inteligencję i sprawność fizyczną!

Gdy zbliżał się moment pojawienia się autobusu (pomimo zapowiedzi: przypuszczalny, zawsze mniej lub bardziej pewny) odżywały w nas pierwotne instynkty. Stawaliśmy się żbikami, lampartami, pumami, zwinnymi gazelami. Niektórzy... nosorożcami. Z każdą minutą oczekiwania na szturm jeszcze bardziej upodabnialiśmy się do mieszkańców podmokłej dżungli, błotnistych bagien, albo bezkresnej pustyni, którzy dostaną swą wielką szansę tylko te trzy razy! ("Gliwice!", "Bytom!", "Tarnowskie Góry!"). I jedną na kilka tysięcy. Tak więc każdy wypracowywał swą własną metodologię "wsiadania" do autobusu.

Do dziś jest dla mnie zagadką, w jaki sposób każdego dnia trzy mocno wysłużone "pekaesy" mimo najsprytniejszych zmyłek, uników i słownego szantażu ze strony kierowców ("Jak nie wysiądziecie, to nie pojadę!") w końcu wchłaniały do swoich wnętrz niewiarygodne ilości pasażerów, by z często niedomkniętymi drzwiami przewieźć ich do odległych miejsc zamieszkania. Do dziś jest dla wielu zagadką, jak udawało się konduktorom sprawdzać bilety, wyłuskiwać gapowiczów, a w końcu w jaki sposób wydostawali się pasażerowie na swoich docelowych przystankach.

Swoisty autobusowy folklor dopuszczał bardzo swobodne rozmowy ("Jakby nie te kobiety, to by nie było gdzie palca wetknąć!...") i zachowania - wklęsłości i wypukłości ludzkiego ciała umożliwiały "bardziej ekonomiczne rozmieszczenie balastu".

Jeszcze dziś zdumiewa mnie fakt, że... przeżyłam.

Trzeba jednak przyznać, że był to czas nauki wszechstronnej i na bardzo wysokim poziomie. Uczyliśmy się życia, współżycia z ludźmi w ekstremalnych warunkach, dużego dystansu do rzeczywistości i traktowania realiów, na które nie mamy wpływu z wielkim poczuciem humoru. Być może dlatego dla moich, dziś wybitnych Koleżanek i Kolegów z tamtych lat i dla mnie zupełnie oczywista jest myśl Johanna Wolfganga Goetheg'o:
"Nie tylko sztuka i wiedza, ale także cierpliwość musi być częścią dzieła".

Poza tym w życiu nic nie jest... oczywiste.

P.S.
Odcinek ten dedykuję mojemu niezwykłemu Koledze, Przyjacielowi ze szkolnych lat i Współtowarzyszowi w codziennych szturmach na autobusy - Mariuszowi Misztalowi, który każdego dnia, niezłomnie i cierpliwie uczył się kilku angielskich słówek a dziś jest wybitnym absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorem habilitowanym nauk humanistycznych, profesorem nadzwyczajnym w Instytucie Neofilologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, znanym i cenionym autorem wielu podręczników języka angielskiego, interesująsych książek i opracowań naukowych.

A na deser polecam pozornie humorystyczny wierszyk oraz lekki, łatwy i przyjemny przepis na ciasteczka "Imbirowe niebo".

WIELKI KŁOPOT

Męczę się z tym talentem,
jak rolnik z głazem na polu.
Ani się tego pozbyć,
ani zastawić w lombardzie.

Tyle mam z tego uciechy,
co mucha w żyrandolu -
- gdy chce się wyswobodzić,
to parzy jeszcze bardziej!

Więc Cię pytam Boże:
po co mi to piętno,
które tak mnie zdobi,
jak stempel na czole?

Tam, gdzie ja kunsztownie
chwalę świata piękno,
to inni po prostu
mówią: "Ja pier.....ę!"


Przepis na ciasteczka: "Imbirowe niebo"

Składniki: 30 dkg mąki krupczatki, 15 dkg masła, 5 dkg margaryny, 10 dkg cukru-pudru, 3 surowe żółtka, szczypta soli, 2 łyżeczki imbiru, 5 dkg grubego cukru kryształu do posypania, jedno jajo lub białko do posmarowania.

Mąkę przesiać, dodać masło i margarynę, posiekać szerokim nożem dokładnie mieszając. Dodać przesiany cukier-puder, imbir, sól oraz surowe żółtka. Szybko zagnieść ciasto, pozostawić na 10 minut pod przykryciem w chłodnym miejscu. Później rozwałkować na grubość 1/2 cm, wykrawać foremką gwiazdki, smarować rozmąconym jajem lub białkiem, ułożyć na blasze i posypać kryształem. Wstawić do dobrze nagrzanego piekarnika. Piec na złoty kolor ok. 10 minut. Zdejmować gorące z blachy, układać na deseczce. po ostudzeniu przełożyć na naczynie ozdobne i... zjeść. Najlepiej w towarzystwie.

Ewa Olszańska-Rok

Poręba, 30 września 2011

C.D.N.

Na marginesie

Jestem filologiem i znam poezję wysokich lotów. Wielokrotnie doświadczałam jej, nie tyle może na własnej skórze, co na własnej duszy. Nie zawsze wychodziło to mojej duszy na dobre. Moje wiersze na pewno nie starają się udawać wielkiej poezji i myślę, że spokojnie mogę nazwać je rymami, może nie częstochowskimi ale PORĘBSKIMI! Przepraszam, że nie piszę dla koneserów. Piszę dla LUDZI.


Kontakt z autorką

ewa@e-poreba.pl


Felietonik z Kminkiem
...i Kapsułą Czasu (Aneks)
Część 11b :: 11.04.2014
...i Kapsułą Czasu
Część 11 :: 04.04.2014
...i Niezapomnianym Urokiem Złotej Nuty (Aneks)
Część 10b :: 25.03.2014
...i Niezapomnianym Urokiem Złotej Nuty
Część 10 :: 16.03.2014
...i Chwilką Przyjemności - Krótkim Urywkiem Wieczności (Aneks)
Część 9b :: 11.03.2014
...i Chwilką Przyjemności - Krótkim Urywkiem Wieczności
Część 9 :: 28.02.2014
...i Szczyptą Optymizmu Technologicznego
Część 8 :: 14.02.2014
...Miętą i Esencją Życia (Aneks)
Część 7b :: 04.02.2014
...Miętą i Esencją Życia
Część 7 :: 28.01.2014
...Resztką Kalendarza i... Fascynatorem
Część 6 :: 15.12.2013
...i Zapachem Pierników
(oraz Smalcu ze Skwarkami)

Część 5 :: 29.11.2013
...i Wielkim Eksperymentem
Część 4 :: 14.11.2013
...i Upiorem w Szafie
Część 3 :: 02.11.2013
...i Trajektorią Lotu Na Miotle
Część 2 :: 15.10.2013
...i Jesienią w Stylu Glamour
Część 1 :: 03.10.2013


Archiwum

Felietonik z Miętą
...i Kamieniem Magicznym
Część 12 :: 17.09.2013
...i Jarzębinowymi Koralami
Część 11 :: 29.08.2013
...i Pnączem Dzikiego Wina za Oknem
Część 10 :: 16.08.2013
...i Specyficznym Widzeniem Świata w Upalny Dzień
Część 9 :: 01.08.2013
...Narastającym Pragnieniem Relaksu
Część 8 :: 15.07.2013
...i Lipcowym Chłodem
Część 7 :: 02.07.2013
...i Atrakcjami
Część 6 :: 17.06.2013
...i Zapachem Maja Po Burzy
Część 5 :: 31.05.2013
...i Zachwytem Nad Bujnością Traw
Część 4 :: 15.05.2013
...i Deszczową Majówką
Część 3 :: 02.05.2013
...i Szczyptą Wątpliwości
Część 2 :: 14.04.2013
...i z Pragnieniem Azylu
Część 1 :: 02.04.2013


Felietonik z Kminkiem
...i z Wirusem
Część 12 :: 16.03.2013
...i Marzeniem o Wiośnie
Część 11 :: 28.02.2013
...i Deszczem Meteorytów nad Głową
Część 10 :: 15.02.2013
...i Strugami Deszczu na Szybach (oraz Słońcem w Domyśle)
Część 9 :: 31.01.2013
...i z Burzą Śnieżną
Część 8 :: 15.01.2013
...i z Petardą
Część 7 :: 01.01.2013
...i z Przedsmakiem Świąt Bożego Narodzenia
Część 6 :: 15.12.2012
...i z Ostatnimi... Mgnieniami Jesieni
Część 5 :: 30.11.2012
...i z Białym Szronem na Trawie i z Zamętem w Głowie
Część 4 :: 14.11.2012
...i z Jesienną Mgłą
Część 3 :: 31.10.2012
...i z Ciepłym Kocykiem
Część 2 :: 14.10.2012
...i z Grzybami
Część 1 :: 30.09.2012


Felietonik z Miętą...
...i z Nutą Kasztana
Część 12 :: 14.09.2012
...i z Nutą Wrzosu
Część 11 :: 31.08.2012
...i z Nutą Jarzębiny
Część 10 :: 15.08.2012
...i z Nutą Dobrego Zimnego Piwa w Porębskim Ogródku Piwnym w Środku Lata
Część 9 :: 31.07.2012
...i z Nutą Macierzanki
Część 8 :: 14.07.2012
...i z Odrobiną Gwiezdnego Pyłu
Część 7 :: 01.07.2012
...i z Dobrym Słowem
Część 6 :: 14.06.2012
...i z Kalarepką
Część 5 :: 31.05.2012
...i z Yerba Mate
Część 4 :: 15.05.2012
...i z Żółtym Mleczem w Trawie
Część 3 :: 30.04.2012
...i z Ptakiem na Drucie Telefonicznym
Część 2 :: 14.04.2012
...i z Bratkiem
Część 1 :: 31.03.2012


Felietonik z Kminkiem...
...i z nutą Coca-Coli
Część 12 :: 14.03.2012
...i z nutą Koperku
Część 11 :: 29.02.2012
...i z nutą Gorczycy
Część 10 :: 14.02.2012
...i z nutą Jałowca
Część 9 :: 31.01.2012
...i z nutą Anyżku
Część 8 :: 14.01.2012
...i z nutą Lubczyku
Część 7 :: 31.12.2011
...i z nutą Cynamonu
Część 6 :: 14.12.2011
...i z nutą Goździków
Część 5 :: 30.11.2011
...i z nutą Orzeszków bukowych
Część 4 :: 14.11.2011
...i z nutą Melissy
Część 3 :: 31.10.2011
...i z nutą Sezamu
Część 2 :: 14.10.2011
...i z nutą Imbiru
Część 1 :: 30.09.2011


Felietonik z Miętą
Część 12 :: 14.09.2011
Część 11 :: 31.08.2011
Część 10 :: 15.08.2011
Część 9 :: 31.07.2011
Część 8 :: 14.07.2011
Część 7 :: 30.06.2011
Część 6 :: 15.06.2011
Część 5 :: 01.06.2011
Część 4 :: 15.05.2011
Część 3 :: 30.04.2011
Część 2 :: 14.04.2011
Część 1 :: 31.03.2011


Felietonik z Kminkiem
Część 12 :: 14.03.2011
Część 11 :: 28.02.2011
Część 10 :: 14.02.2011
Część 9 :: 31.01.2011
Część 8 :: 14.01.2011
Część 7 :: 31.12.2010
Część 6 :: 15.12.2010
Część 5 :: 30.11.2010
Część 4 :: 14.11.2010
Część 3 :: 31.10.2010
Część 2 :: 14.10.2010
Część 1 :: 30.09.2010

cron